Patron miasta

bobola.jpg  św. Andrzej Bobola
Wyniki współczesnych badań wskazują, że miejscem urodzenia Andrzeja Boboli była Strachocina – wioska leżąca koło Sanoka na Podkarpaciu.

Andrzej przyszedł na świat w rodzinie szlacheckiej, odznaczającej się mocnym przywiązaniem do Kościoła Rzymsko-Katolickiego. Było to, w owym czasie, zjawisko rzadkie, gdyż zdecydowana większość szlachty ulegała rozrzeszającym się wpływom reformacji. Na protestantyzm przechodziły nawet rody arystokratyczne. Szeroko rozgałęziony ród Bobolów znany był z działalności dobroczynnej. Popierał też czynnie katolicyzm licznymi fundacjami na rzecz Kościoła. Szczególną życzliwością jednak darzył działalność Zakonu Jezuitów. Z rodziny Andrzeja pochodziło kilku księży, a jego kuzyn Sebastian  był Jezuitą. Najbardziej znaną postacią  był jednak jego stryj, również Andrzej (Jędrzej) Bobola, żyjący w latach 1540-1616. Sprawował on wysoki i wypływowy urząd podkomorzego koronnego na dworze króla Zygmunta III Wazy. Żyjąc w stanie kawalerskim i w wielkiej pobożności, na dworze królewskim przyjaźnił się ze słynnym i równie wpływowym jezuitą, ks. Piotrem Skargą (1536-1612), pełniącym funkcję królewskiego spowiednika i kaznodziei.

Nie ulega wątpliwości, że takie otoczenie wywarło wpływ na kształtowanie się osobowości młodego Andrzeja, a w domu rodzinnym odebrał staranne wychowanie, zgodne z tradycją katolicką.

W roku 1606 niespełna piętnastoletni Andrzej, staraniem rodziców, został przyjęty do szkoły średniej w Braniewie, leżącym w lennych Polsce Prusach Królewskich. Było to pięcioletnie kolegium (Collegium Hosianum) o wysokim poziomie i rozszerzonym programie nauczania, właściwym tylko szkołom prowadzonym przez jezuitów. W okresie nauki, zapewne powodowany pobożnością oraz wrażliwością na ludzkie cierpienie, wstąpił do Sodalicji Mariańskiej, angażując się w działalność dobroczynną na rzecz biednych, chorych i będących w potrzebie.

Zaraz po ukończeniu braniewskiego kolegium, w dniu 31 lipca 1611 roku, Andrzej Bobola zwrócił się z prośbą o przyjęcie do Towarzystwa Jezusowego w Wilnie. Z tego dnia pochodzi jego najstarszy, własnoręczny zapis o treści: „Ja, Andrzej Bobola Małopolanin...”. Używając przy swoim nazwisku określenia „Małopolanin” wskazał na miejsce swojego urodzenia. Podkreślił tym dumę z miejsca swojego pochodzenia oraz głębokie poczucie patriotyzmu. Po trwającym dwa lata nowicjacie, w dniu 31 lipca 1613 roku, złożył wieczyste śluby zakonne. Następnie studiował filozofię, a później teologię w Akademii Wileńskiej. Była to uczelnia założona i prowadzona przez jezuitów, której pierwszym rektorem był ks. Piotr Skarga. W przerwie pomiędzy studiami przez dwa lata odbywał praktyki pedagogiczne jako nauczyciel gramatyki w jezuickich szkołach w Braniewie i Pułtusku. Krótko przed ukończeniem studiów teologicznych, w dniu 12maraca 1622 roku, otrzymał święcenia kapłańskie. Dla całego Towarzystwa Jezusowego, w tym dla Andrzeja Boboli, była to szczególna uroczystość bowiem w tym dniu w Rzymie został kanonizowany św. Ignacy Loyola – założyciel Zakonu Jezuitów.

Kolejne dwa lata po skończeniu studiów ks. Andrzej Bobola spędził w Nieświeżu, gdzie odbył tzw. trzecią probację. Był to roczny okres mający na celu wzmocnienie duchowe po wyczerpujących studiach oraz przygotowanie do dalszej działalności duszpasterskiej. Z tego okresu pochodzi opinia o jego ciekawej, a zarazem złożonej osobowości.

W roku 1624 powrócił do Wilna, gdzie pozostał przez sześć lat, aż do złożenia, w dniu 2 czerwca 1630 roku, publicznie uroczystej profesji czterech ślubów i uzyskania godności profesa Zakonu. Tam z niezwykłą ofiarnością uczestniczył w niesieniu pomocy chorym, opiekując się nimi z narażeniem własnego życia w czasie epidemii dżumy.

Kolejne lata Andrzej Bobola spędził na działalności duszpasterskiej w Bobrujsku nad rzeką Berezyną, Płocku na Mazowszu, Warszawie, znowu w Płocku i w Łomży. Pełnił w tym czasie wiele odpowiedzialnych funkcji w kolegiach i placówkach jezuickich.

Właściwa działalność jezuity Andrzeja Boboli związana jednak była z Pińskiem na Polesiu. Tam w roku 1643 rozpoczął pracę misyjną, pełniąc także funkcje kaznodziei oraz kierownika nauk w miejscowym kolegium. Ze względu na pogarszający się stan zdrowia, w roku 1646, został przeniesiony do Wilna, gdzie spędził kolejne sześć lat. Wygłaszał tam kazania, wykładał Pismo Święte oraz brał udział w misjach.

W tym czasie dla Rzeczypospolitej nadchodził ciężki okres. Kraj był uwikłany w konflikty polityczne, narodowościowe i religijne. Skutkiem nieudolnego zarządzania popadał w coraz większą ruinę gospodarczą i chylił się ku upadkowi. Nasilające się napięcia doprowadziły, w 1648 roku, do wybuchu powstania kozackiego pod wodzą Bohdana Chmielnickiego. Wspierający prawosławie Kozacy zdobyli i z zniszczyli kilka ważniejszych powiatów Polesia. Pińsk został splądrowany i spalony włącznie z kolegium jezuickim, jako głównym ośrodkiem misyjnym, przeciwdziałającym prawosławiu.

Andrzej Bobola ocalił życie tylko dlatego, że w tym czasie przebywał w Wilnie. Jednak w 1652 roku powrócił do Pińska, gdzie pozostał, z małymi przerwami, już do końca życia. (W latach 1653 i 1655 przebywał kolejno w Połocku i Wilnie).

W Pińsku tymczasem trwała odbudowa kolegium, a Andrzejowi Boboli powierzono funkcję kaznodziei w kościele św. Stanisława i misjonarza w okolicy. Stamtąd urządzał wyprawy misyjne w okolice Janowa, leżącego około 40 km na zachód od Pińska. Swoją działalność misyjną na „poleskich bagnach” prowadził z wielkim zapałem i ogromnym poświęceniem. Pośród licznych niewygód i wyrzeczeń, bezdrożami piechotą docierał do trudno dostępnych osad, a nawet pojedynczych, nędznych lepianek. Uczył katechizmu i zasad życia zaniedbanych religijnie, nielicznych katolików i unitów. Odprawiał im nabożeństwa, chrzcił, spowiadał, udzielał ślubów i sakramentów świętych. Jednocześnie wiele uwagi poświęcał prawosławnym. Odwiedzając ich cerkwie chętnie wydawał się w dyskusje i spory teologiczne z popami. Dzięki gruntownemu wykształceniu, znajomości greki i łaciny górował nad nimi wiedzą, wprowadzając ich w zakłopotanie i coraz większą irytację. Sprawiało to, że wielu prawosławnych całymi rodzinami przyjmowało obrządek rzymsko-katolicki. Na katolicyzm przechodziły też większe gromady, a nawet całe wioski.

Swoim sposobem bycia i życzliwością Andrzej Bobola wzbudzał zaufanie i powszechny szacunek. Łatwość w nawiązywaniu kontaktów z ludźmi oraz zalety towarzyskie, naturalne jego szlacheckiemu pochodzeniu, powodowały, że był ceniony i lubiany zarówno przez prosty lud, jak przez szlachtę. Dzięki wytrwałej i gorliwej działalności misyjnej zyskał życzliwe miano „Apostoła Pińskiego” lub „Apostoła Polesia”. Taka popularność powodowała jednak coraz większą wrogość ze strony wyznawców prawosławia. Niechętni mu schizmatycy nazywali go pogardliwie „Duszochwatem” lub „Łowcą Dusz”. Takim określeniem nazywano już wcześniej unickiego arcybiskupa połockiego Jozafata Kuncewicza (1580-1623), zamordowanego w Witebsku w czasie zamieszek religijnych.
 mapa.jpg
Z takich wyczerpujących wypraw Andrzej Bobola wracał co jakiś czas do swojego kolegium w Pińsku. Nabierał tam sił przed kolejną wędrówką i składał sprawozdania z przeprowadzonych czynności, które były notowane w kronice klasztoru.

W maju 1657 roku czerń kozacka, wsparta wołoskimi oddziałami Kozaków Rakoczego, ponownie zajęła Polesie. Po okolicy swobodnie grasowały hordy, urządzając rzeź katolikom i Żydom. Po raz kolejny zajęty został Pińsk. Nienawiść Kozaków skierowana była przeciwko jezuitom, uważanym za wrogów, szkodzących prawosławiu oraz unitom, postrzeganym za zdrajców. Ks. Andrzej Bobola, jako najbardziej zagrożony, uszedł z Pińska, szukając schronienia na swoich terenach w okolicy Janowa. Tam, mimo próby ukrycia go przez miejscowych chłopów, został ujęty w okolicy sąsiednich wiosek Peredyl i Mogilno przez grupę Kozaków. Początkowo próbowano go nakłonić do wyrzeczenia się wiry katolickiej i przyjęcia prawosławia. Zdecydowaną odmową przypieczętował wydany na siebie wyrok śmierci. Skrępowanego przytroczono do koni i po  licznymi razami zawleczono na janowski rynek. Tam wściekłość oprawców nie miała już granic. Na miejsce kaźni wybrano stojącą na rynku szopę, służącą za rzeźnię. Ogarnięci furią Kozacy, wśród dzikich wrzasków i szyderstw zaczęli stosować coraz to potworniejsze tortury. Po kilku godzinach straszliwych męczarni Andrzej Bobola został dobity dwukrotnym cięciem szabli w szyję. Tragedia ta wydarzyła się w dniu 16 maja 1657 roku, około godziny trzeciej po południu. Andrzej Bobola został czterdziestą dziewiątą ofiarą złożoną przez Zakon Jezuitów w tym trudnym dla Rzeczypospolitej okresie. Śmierć poniosło także wielu dominikanów, bernardynów i innych duchownych. W niedalekiej przyszłości mieli jeszcze ginąć kolejni słudzy Kościoła.

Po dokonaniu zbrodni, na wieść o nadciągającej odsieczy, Kozacy w pośpiechu opuścili Janów. Zmasakrowanymi zwłokami Andrzeja Boboli zajął się miejscowy proboszcz unicki ks. Zalewski, który uniknął śmierci dzięki pomocy mieszkańców. Po kilku dniach po ciało Bobli przybyli jezuici, którzy przewieźli je do Pińska. Tam urządzono skromny pogrzeb, a prostą trumnę umieszczono wśród wielu innych w krypcie kościoła. Wydarzenie odnotowano w kronice klasztoru, a o męczeńskiej śmierci jezuity poinformowano generała Zakonu.

Kult męczeństwa

W roku 1702, w wyniku dziwnych okoliczności, odnaleziono trumnę Andrzeja Boboli. Poszukiwanie zlecił ks. Marcin Godebski, ówczesny rektor Kolegium Jezuitów w Pińsku. Miał mu się pokazać Andrzej Bobola w nocy 16 kwietnia 1702 roku, polecając odnalezienie trumny i umieszczenie w należnym miejscu, obiecując w zamian opiekę nad kolegium i okolicą. Poszukiwania trumny trwały kilka dni. Po jej otwarciu ze zdumieniem stwierdzono, że znajdujące się w niej ciało nie uległo rozkładowi, mimo przebywania w niesprzyjających warunkach przez okres 45 lat. Wyraźnie rozpoznawalne były ślady ran i zadanych tortur. Zjawisko to wywołało powszechną sensację i uznane zostało za akt szczególnej, cudownej łaski, jakiej po śmierci dostąpił zamordowany kapłan. Wiadomość o cudzie rozchodziła się błyskawicznie i zataczała coraz szersze kręgi. Odżyła pamięć o poleskim misjonarzu a jego ciało nabrało charakteru świętych relikwii.  Trumnę zaczęła odwiedzać coraz większa ilość pobożnej ludności. Przybywali ludzie wszystkich stanów, z arystokracją włącznie, by pomodlić się u trumny i prosić o wstawiennictwo w trudnych sprawach osobistych. Począł się tworzyć kul męczennika. Wkrótce podjęto starania o przeprowadzenie beatyfikacji Andrzeja Boboli. Rejestrowano napływające informacje o cudownych uzdrowieniach i licznych łaskach uzyskanych za jego pośrednictwem. Poszukiwano świadków, choć już nielicznych, ale jeszcze żyjących, których szczegółowo przesłuchiwano na okoliczność zaistniałego męczeństwa. Przeprowadzono komisyjne badania medyczne stanu zachowania ciała  w celu określenia przyczyny samoczynnej mumifikacji. Z prośbą do papieża o beatyfikację Andrzeja Boboli zwracali się wielokrotnie liczni duchowni i świeccy panowie Polski. Swoje prośby do Stolicy Apostolskiej kierowali monarchowie, a wśród nich królowi Polski – August II Mocny i jego syn August III, królowa angielska Maria Klementyna Sobieska – wnuczka króla Jana III, królowa francuska Marianna Leszczyńska ze swoim mężem, królem Ludwikiem XV, a także cesarz niemiecki Karol VI.

O ilości uzyskanych łask i ich popularności, oprócz licznych wotów, świadczy zapis w dokumentach skierowanych do Rzymskiej Kongregacji Obrzędów: „... Andrzej niezliczone łaski świadczył uciekającym się do jego przyczyny, tak iż aptekarze skarżyli się, że lekarstw całkiem prawie nie sprzedają, bo jako skoro kto zachoruje, wraz się do niebieskiego lekarza Boboli ucieka i uleczony bywa”.

Efektem tych starań, w 98 lat po męczeńskiej śmierci, Andrzej Bobola został uznany „prawdziwym męczennikiem za wiarę”. Aktu tego dokonał papież Benedykt XIV w 1755 roku. Jednak na beatyfikację przyszło czekać jeszcze kolejne 98 lat. Kierując się surową dyscypliną procesową Kongregacja zażądała dostarczenia dodatkowych dowodów w postaci innych cudów, zaistniałych za sprawą męczennika po jego śmierci.

Uroczysta beatyfikacja Andrzeja Boboli, mimo licznych przeszkód, odbyła się w dniu 30 października 1853 roku. Dokonał jej papież Pius IX w bazylice św. Piotra w Rzymie. Zdaniem sędziów rzymskich – członków Kongregacji „o tak okrutnym męczeństwie jeszcze nie słyszano”, a papież Pius IX stwierdził, że „Andrzej Bobola to największy męczennik Kościoła Świętego”. W kalendarzu liturgicznym ustanowiono datę obchodów uroczystości ku czci błogosławionego Andrzeja Boboli w placówkach jezuickich na dzień 23 maja.

Przebieg I wojny światowej i jej zakończenie, uwieńczone odzyskaniem przez Polskę niepodległości, potwierdziło przepowiednię Andrzeja Boboli z 1819 roku dotyczącą losów kraju. Jednak mimo zakończenia wojny Polska pozostawała w stanie konfliktów zbrojnych z sąsiadami. Szczególne zagrożenie stwarzała nacierająca od wschodu bolszewicka Armia Czerwona, która zajęła już Kresy i podchodziła pod Warszawę. Wtedy biskupi polscy zwrócili się do papieża Benedykta XV z prośbą o kanonizację błogosławionego Andrzeja Boboli i ustanowienie go patronem Polski. W tym czasie, w obliczu nacierających wojsk bolszewickich, w kościołach warszawskich zalecano odprawienie nowenny ku czci bł. Andrzeja Boboli, a w dniu 8 sierpnia 1929 roku ulicami stolicy przeszła olbrzymia procesja błagalna z relikwiami błogosławionych: Andrzeja Boboli i Władysława z Gielniowa – patrona Warszawy. W ostatnim dniu nowenny, 15 sierpnia 1920 roku, ofensywa radziecka załamała się, a armia polska odniosła wspaniałe zwycięstwo, które przeszło do historii pod nazwą „Cudu nad Wisłą”. Wydarzenie to było kolejnym potwierdzeniem troski bł. Andrzeja Boboli o utrzymanie niepodległości przez młode państwo polskie.

Tymczasem w lipcu 1922 roku, mimo licznych protestów, trumnę z relikwiami bł. Boboli siłą zabrano z kościoła w Połocku, leżącym w granicach Związku Radzieckiego i pod zbrojną eskortą przewieziono do Moskwy. Tam umieszczono je w ateistycznym muzeum – gmachu Higienicznej Wystawy Ludowego Komisariatu Zdrowia, jako osobliwość służącą celom propagandowym. Wielokrotne próby odzyskania relikwii Męczennika przez polski rząd i władze kościelne nie przyniosły rezultatu. Zostały odzyskane w październiku 1923 roku dzięki misji dyplomatycznej amerykańskich jezuitów, skierowanych do Moskwy przez papieża Piusa XI. Warunkiem dostarczenia relikwii do Rzymu było przewiezienie ich drogą okrężną przez Odessę, Konstantynopol i Morze Śródziemne. Przejazd przez Polskę został objęty zakazem ze strony władz sowieckich. Trumna z relikwiami dotarła do Watykanu w dniu 1 listopada 1923 roku, a w maju następnego roku została przekazana do jezuickiego kościoła II Gesu w Rzymie, gdzie pozostała już do kanonizacji i jej powrotu do Polski.

Termin wyniesienia na ołtarze został ustalony na dzień 17 kwietnia 1938 roku. W Bazylice św. Piotra w Watykanie przygotowano ogromnych rozmiarów obrazy kanonizacyjne przedstawiające męczeństwo św. Andrzeja i cuda, których Bóg dokonał za jego wstawiennictwem.

Sama uroczystość miała przebieg niezwykle podniosły, a towarzyszyła jej pielgrzymka z Polski, licząca około sześciu tysięcy wiernych i duchownych, którzy do Rzymu udali się sześcioma specjalnymi pociągami turystycznymi. Kanonizacji bł. Andrzeja Boboli dokonał życzliwy Polakom papież Pius XI, który w latach 1919-1921, jeszcze jako biskup Achilles Ratti był nuncjuszem apostolskim w Warszawie. One też, jako jedyny dyplomata, w 1920 roku, mimo zagrożenia, pozostał w stolicy w czasie bitwy warszawskiej.

Triumfalny powrót do Ojczyzny

Sprowadzenie relikwii św. Andrzeja Boboli z Rzymu do Warszawy miało charakter nadzwyczajny, nie mający równego sobie do chwili obecnej. Po relikwie do Rzymu udała się specjalnym pociągiem delegacja licząca sto dwadzieścia pięć osób, w tym dwudziestu księży. Przewodniczył im biskup Niemira i ks. prowincjał Sopuch TJ. W jezuickim kościele II Gesu dokonano przełożenia relikwii do przywiezionego z kracju, bogato zdobionego sarkofagu. We wspaniałej manifestacji katolickiej, jaką byłą uroczystość pożegnania relikwii świętego, udział wzięło dziewięciu kardynałów, czterech biskupów, generał Zakonu Jezuitów, duchowieństwo świeckie i zakonne oraz tłumy wiernych. Tak Rzym żegnał polskiego świętego. Następnie trumnę przewieziono watykańskim samochodem na stację, gdzie rzymscy diakoni przenieśli ją do specjalnego pociągu.

W dniu 8 czerwca 1938 roku pociąg, wyposażony w specjalny wagon – kaplicę, wyruszył w daleką drogę do Polski. Do celu podróży, tj. do samej Warszawy relikwiom towarzyszył wysłannik papieski monsignore Respighi i prokurator generalny Towarzystwa Jezusowego o. Tesio.

Relikwie witano niezwykle uroczyście na całej trasie przebiegu pociągu od samego wyjazdu z Rzymu.

Dzień 11 czerwca 1938 roku będzie stanowił pewną datę w historii Kościoła w Polsce i trwale zapisze się w sercach wiernych – katolików. W dniu tym relikwie św. Andrzeja Boboli znalazły się znowu na ziemi ojczystej.

Już na długo przed nadejściem pociągu, wiozącego relikwie św. Andrzeja Boboli, dworzec stacji granicznej w Zebrzydowicach, przystrojony w zieleń i barwy narodowe zaczął się wypełniać zastępami różnych organizacji świeckich i religijnych oraz procesji, jakie przybyły m.in. z Kończyc, Zebrzydowic i Cieszyna.

O godz. 6.28 wjechał na stację pociąg z relikwiami Świętego. W oknach wagonu – kaplicy ukazał się msgr Respighi, ks. biskup Niemira, ks. prowincjał Sopuch i wielu innych dostojników kościelnych, towarzyszących świętym Szczątkom od Wiecznego Miasta poprzez Jugosławię, Węgry aż do granic Rzeczypospolitej.

Przebieg uroczystości w Dziedzicach i Czechowicach

Powitanie doczesnych szczątków świętego Andrzeja Boboli, najpierw na dworcu kolejowym w Dziedzicach, a następnie na czechowickim rynku, miał przebieg szczególnie uroczysty. Przybycie relikwii Świętego w sobotni dzień, 11 czerwca 1938 roku, potraktowano jako doniosłe wydarzenie o charakterze patriotyczno-religijnym. Może właśnie dlatego część komentatorów uważała, że to tu odbyło się pierwsze na ziemiach polskich powitanie Męczennika.
s90.jpg
s89.jpg
s86.jpg

Mimo, że Święty z tą okolicą nigdy nie miał żadnego kontaktu, w przygotowanie uroczystości włożono wiele starań. Przyczynili się do tego proboszczowie miejscowych parafii oraz współbracia zakonni św. Andrzeja – księża jezuici, którzy posługę duszpasterską pełnili tu już od 1905 roku. Głównym organizatorem uroczystości był ks. kanonik Jan Brabasz – dziekan i proboszcza parafii pw. św. Katarzyny w Czechowicach.

Po trwających ponad trzy godziny uroczystościach trumnę ze szczątkami św. Andrzeja Boboli odprowadzono z powrotem na dworzec kolejowy w Dziedzicach. Tam z platformy wagonu przejmującą mowę pożegnalną dla uczestników uroczystości wygłosił ks. biskup Stanisław Adamski z Katowic. Po uroczystym pożeganiu specjalny pociąg w relikwiami, przy asyście kompanii honorowych Wojska Polskiego i tłumów wiernych, odjechał w dalszą drogę.

Kolejnymi miastami witającymi relikwie Świętego w drodze do stolicy były w kolejności: Oświęcim, Kraków, Katowice, Poznań, Kalisz i Łódź. Warszawa powitała Męczennika w dniu 19 czerwca 1938 roku. Tam, po trwających kilka dni uroczystościach, relikwie złożono w kaplicy księży jezuitów przy ulicy Rakowieckiej, na Mokotowie.
okladka.jpg
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Fragment książki Jerzego Gizy pt. „Śladami św. Andrzeja Boboli po Czechowicach-Dziedzicach”