Legenda o Czarnej Pani

czarnapani.jpg Wielu było właścicieli czechowickiego zamku. W XVI w. należał do hrabiego Wilczka, który miał w swoim herbie czarnego kozła. Z nim wiąże się owa legenda napisana na podstawie opowieści Jana Mosia i Franiszka Maniszowskiego z Czechowic. W zamierzchłych czasach, których już nikt nie pamięta, w zamku usytuowanym na niewielkim wzniesieniu, żyła samotnie jego właścicielka, której mąż przedwcześnie zginął na wojnie.  Odtąd przywdziała czarne szaty i żyła w osamotnieniu stroniąc od ludzi i otoczenia.

Zamek głucho zamknięty nie zdradzał oznak życia. Jakież było jednak zdziwienie dzieci, gdy wracając z pobliskiej szkółki zobaczyły na zamkowym dziedzińcu czarnego kozła.

Nigdy go tu nie było, nikt takiego czarnego jak smoła kozła we wsi nie posiadał.

Nagle z dzwonnicy drewnianego kościoła odezwał się dzwon na Anioł Pański.

Jego metaliczny głos rozlegał się po okolicy, a echo pobliskich lasów podwajało jego dźwięczny ton tak cudownie, że gdyby go człowiek rozumiał jego serce pękłoby z zachwytu lub z dziwnej tęsknoty. Wtedy kozioł podskoczył, wysoko w górę, podbiegł w kierunku głównej bramy zamku i spojrzawszy na gromadkę dzieci – zapraszał ich swoim wzrokiem by weszły wespół z nim do bramy.

Niestety, obezwładnione widokiem niecodziennej zjawy czarnego kozła dzieci, stanęły jak wryte. Wtedy brama otwarła nagle swoje podwoje i kozioł zniknął za nią bez śladu.

Dzwon kościelny umilkł. Dzieci rozeszły się każde w swoją stronę, tylko syn dworskiego ogrodnika zauważył błysk światła w okienku zamkowego lochu. Opowiedział w domu o dziwnym zdarzeniu.

Wówczas rzekł ojciec:
- To Czarna Pani synu, która strzeże skarbów zakopanych w lochach starego zamczyska. Gdy w południe usłyszy głos dzwonu na Anioł Pański zamienia się w czarnego kozła i wabi przechodniów do środka. Nikt jeszcze stamtąd nie wyszedł.

- Strzeż się więc synu Czarnej Pani – powiedział ojciec i zamyślił się głęboko.

Chłopiec zapamiętał słowa ojca, ale nie wypełnił przestrogi. Rozbudziła ona w nim taką ciekawość, że postanowił po raz wtóry zobaczyć czarnego kozła. Odtąd codziennie wracając ze szkoły oczekiwał spotkania ze zjawą, ale kozła nie było.

Podobną żądzę ciekawości rozbudziła w innych dzieciach. Odtąd gromadnie wyczekiwały na kolejny kontakt z kozłem. Niestety daremnie.

Któregoś dnia zobaczyły błysk światła w okienku zamkowego lochu. Pobiegły tam i w napięciu spoglądały do wnętrza. Nie zauważyły niczego. Wtedy jeden z nich zerwał z głowy czapkę synowi ogrodnika i wrzucił ją przez okienko do lochu. Gromadka dzieci rozpierzchła się w popłochu biegnąć co tchu do domów.

Syn ogrodnika został sam, gdyż nie mógł do domu wrócić bez czapki.

Wtedy rozległ się znajomy głos kościelnego dzwonu, a wnętrze lochu napełniło się światłem tak jasnym, iskrzącym i połyskującym, że chłopiec nie był w stanie niczego dostrzec.

Wówczas przypomniał sobie słowa ojca:
- Strzeż się Czarnej Pani synu.

Nagle spostrzegł, że jakaś czarodziejska moc zdejmuje z niego obezwładniający kaftan strachu i słyszy dźwięczny głos Czarnej Pani:
- Nie bój się chłopcze, wejdź do środka, tobie jednemu nie uczynię krzywdy.
czarnapani2.jpg
Drogę do lochu otwierało wejście z zamkowej sieni. W dół prowadziły kamienne schody. Chłopiec schodząc, wytężał wzrok, by odnaleźć swoją czapkę, lecz nieprzebyta ciemność uniemożliwiała mu odnalezienie zguby. Nagle podziemie wypełniło się blaskiem światłą a chłopcu ukazał się niespodziewany widok.

Na środku dużej sali ujrzał piękną kobietę ubraną w czarną, aksamitną suknię. Siedziałą za wysokim stołem i liczyła stosy leżących tam złotych dukatów.

Popatrzył na nią z zachwytem. Jej ujmujący uśmiech i łagodny wyraz twarzy zasłaniało nieco olbrzymie gęsie pióro, którym zapisywała na pergaminie przeliczone pieniądze. Wtedy chłopiec ujrzał pod stołem swoją czapkę i podszedł, by ją podnieść. Jakież było jego zdziwienie, gdy zobaczył, że po brzegi wypełniona była dukatami.

Wówczas popatrzył na damę i zauważył na jej twarzy grymas bólu.
- Nazywają mnie Czarną Panią – rzekła.
- Po śmierci męża, noszę żałobne szaty i czasem zmieniam swą postać w czarnego kozła, który widniał niegdyś na tarczy mojego męża. Młodo zginął na wojnie zostawiając mnie samą – mówiła z żalem.
- Jako panie tej posiadłości pilnuję skarbów złożonych w lochach zamkowych, ale one nie zawsze były uczciwie zdobyte.
Miałam niegdyś liczną służbę, ale nie zawsze traktowałam moich służących należycie. Nie zapłaciłam mojemu ogrodnikowi za pracę, dasz więc te dukaty twojemu ojcu, a wówczas część mo8ich win zostanie zmazana – powiedziała do chłopca i niespodziewanie zniknęła z jego oczu.

Syn ogrodnika znów znalazł się w ciemnej, zamkowej sieni, lecz w ręku trzymał swoją czapkę pełną dukatów.

Wieść o dziwnym zdarzeniu rozeszła się po okolicy. Wśród wieśniaków byli i tacy, którzy wrzucali do lochu swoje czapki i szli w podziemia zamku po dukaty. Niestety żaden z nich nie wrócił z powrotem.

Czarny kozioł w dalszym ciągu biegał od czasu do czasu wokół zamku wabiąc do środka śmiałków.

Czasem z podziemnych lochów dochodziły odgłosy jęków i płaczu tych, którzy pragnęli posiąść skarb. Czarna Pani nie zaprzestała swoich czarodziejskich praktyk.

Wreszcie w pewną niedzielę, jak głosi legenda – z pobliskiego kościoła wyruszyła procesja z wiarą, że zbiorowe modły zażegnają nieszczęścia. Gromadnie weszli do lochu, lecz nie zobaczyli Czarnej Pani. Zamurowano więc wejście z sieni do lochu i wymalowano na murze czarny krzyż i trupią czaszkę.

Od tego czasu Czarna Pani zniknęła na zawsze.