Podanie o Księciu Sokołowskim

sokolowski.jpgDawne to, bardzo dawne czasy, kiedy na czechowickiej ziemi szumiały bezkresne lasy i bezgraniczne bory. Łatwo było w tych czasach ukryć się zbójcom, których bezpieczne kryjówki strzegły nieprzebyte jary i mokradła. Zbójcy napadali na kupców jadącym traktem handlowym z południa na północ, których wozy pełne były beczek smakowitego wina, słodkich owoców południowych, pięknych tkanin i worów czerwonego złota, którym płacili za zakupione na północy towary. Kupcy ci całymi furami wywozili z lechickiej ziemi bryły złotawego bursztynu, bale bielonego lnu o raz całe stosy skór z rysi, lisów, żbików, kun. 

Tak więc łupy dla naszych zbójców były łakome, ale nie poprzestawali na tym. Obrabowali też niejednego Żyda, który wędrował ze swoim towarem. Rolnikom okolicznym wykradali bydło, a nikt, choćby wiedział, nie śmiał zdradzić ich kryjówki, gdyż grozili czerwonym kurem.

Takim rycerzem – rozbójnikiem, który przybył do Czechowic, by osiąść na stałe, był książę Sokołowski.

Przywiódł ze sobą ogromny majątek. Jedno wiadome było, że te bezcenne skarby pochodzą z rabunku.

Umocnił i przebudował murowany zamek obronny, który otoczony był z trzech stron szerokim rowem, wypełnionym wodą. Od północy bronił dostępu do zamku rozległy staw, porośnięty zdradliwie ciernistą tarniną.

Do zamku nikt nie miał dostępu, prowadziły do niego dwa, znane tylko księciu Sokołowskiemu, podziemne chodniki. Jeden – w kierunku kościoła, drugi na południe w rejon Bożkowca, którymi właściciel zamku wychodził czasem poza teren, by z dala popatrzeć na swoją posiadłość.

W najgłębszych lochach swego zamczyska ukrył zrabowane skarby, które nakazał strzec jak źrenicy oka księżniczce Sokołowskiej. Zaś wokół zamku posiadał cudowne ziele, którego moc była czarująca. Mając je w ręku mógł, kiedy tylko miał na to ochotę, wznosić się w powietrze i rozpływać się w nim, znikając, nie zauważony przez nikogo. Nosił więc to cudowne ziele zawsze przy sobie. Raz jeden zapomniał go zabrać, gdy udał się konno na przejażdżkę do Górnego Lasu.

Wtedy w wąwozie, rozpoznany przez gromadę okolicznych wieśniaków, został napadnięty i pojmany. Na nic zdały się prośby księcia, by pozwolono mu wejść do zamku i pożegnać żonę. Sądził, że podstępnie zerwie cudowne ziele i uratuje swoje życie. Niestety.

Co się z nim stało? Do dziś nie wiadomo. Od czasu porwania go przez mieszkańców Czechowic, słuch o nim zaginął.

Pozostał jednak zamek zmieniony przez kolejnych właścicieli tej ziemi na spichlerz zbożowy. Dziś zniszczony, strawiony pożarem, przypomina potomnym, że wspaniałe, bogate skarby nagromadzone za cenę ludzkiej krzywdy nie przyniosły szczęścia księciu Sokołowskiemu. Zaś jego żona, uwięziona po wsze czasy w podziemnych lochach już nigdy nie doczekała się powrotu swojego męża – rozbójnika.